Jestem po pierwszym spotkaniu. I mam milion myśli w głowie.
Rano wstałam z dobrą energią. Z pozytywnym nastawieniem. Do czasu kiedy nie weszłam do gabinetu mojej terapeutki.
Jest dla mnie oazą spokoju. Kiedy do mnie mówi patrzy mi w oczy. Ja osobiście mam z tym problem. Uciekam wzrokiem. Czuje się niezręcznie. Bardzo szanuje ją za to, że traktuje mnie poważnie. Ja za to bardzo często podczas tej godziny czułam wstyd i złość.
Postanowiłam sobie, że będę mówić o wszystkim nawet jeżeli to co czuję jest złe i społecznie nie do przyjęcia przez wielu ludzi. Jeżeli terapia ma mi pomóc to muszę być szczera sama ze sobą. I to jest chyba najważniejsze.
Czasami nie potrafię ująć ładnymi słowami tego co czuję. Używam potocznych słów, które mi akurat w głowie siedzą i oddają aktualnie stan moich emocji.
Na pewno nie potrafię patrzeć w oczy jej kiedy mówię o swoich problemach. Mówię nieskładnie, płaczę. W trakcie terapii nasuwają się pytania na które odpowiadam. To wszystko jest bardzo trudne. Nie sądziłam, że aż tak. Kiedy się otwieram i opowiadam coś i jest mi wstyd, to często nasuwa mi się myśl co ona sobie o mnie pomyśli. Po czym przypominam sobie, że ona jest daleka od oceniania mnie.
Wychodzę z pokoju z bolącą głową. Z natłokiem myśli. Popadam w dziwny stan. Postanowiłam zrobić sobie spacer do domu. Temperatura poniżej zera. Nie czuję zimna. Nie czuję otaczającej mnie rzeczywistości. Jestem jak w amoku. Idę powoli chodnikiem przed siebie. Czasem spływa mi łza po policzku. Nie słyszę ludzi. Nie słyszę gwaru. Nie słyszę nic, prócz swoich myśli. Mam wrażenie, że jestem gdzieś obok tego życia które widzę. Pozwalam myślom krążyć nie narzucając im określonego kierunku.
W mojej głowie pojawiła się myśl o nicości. O byciu na chwilę. O byciu kawałkiem powietrza, który z wiatrem krąży wśród ludzi.
Ten stan utrzymywał się do czasu, kiedy musiałam iść odebrać córkę z przedszkola. Od razu mój mózg się przestawił i przestałam myśleć o sobie a o córce.
Są takie dni, kiedy nie lubię się z lustrem. Wyjście z domu bez makijażu nie wchodzi w rachubę. Ogólny nastrój jest do dupy. I czasem mimo makijażu i tak coś mi się w sobie nie podoba.
Bywają bardzo rzadko takie dni, kiedy widzę się w lustrze i jestem zadowolona ze swojego wyglądu. I myślę sobie, że mogłabym wyjść z domu bez makijażu. Takich dni jest bardzo mało, ale się zdarzają.
I właśnie dzisiaj jest taki dzień, kiedy widząc siebie w lustrze byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Co jest bardzo dziwne bo nie spałam jakoś wybitnie dobrze. Biorąc pod uwagę fakt, że wypiłam wczoraj trochę alkoholu w postaci piwa powinnam wyglądać mało korzystnie z rana. Więc jestem bardzo miło zaskoczona. Taki przypływ dobrej energii z rana działa korzystnie na samopoczucie.
Postanowiłam sobie to zapisać, gdyż ostatnio smutkiem wieje w mojej głowie. W sumie smutna jestem ciągle. Więc dla odmiany dziś mam dobry nastrój.
Miewam takie dni jak dzisiaj, kiedy po prostu wstaje rano, idę do pracy, po pracy odbieram córkę z przedszkola. Wracamy do domu. Jemy obiad. I odpoczywam. Leżę albo siedzę i nie robię nic. Nim się obejrzę już jest wieczór i kładę się spać. W takich dniach nie wydarza się nic szczególnego. Zero uniesień, zero uśmiechów, zero wzruszeń. Nic mi się nie chce. W domu każdy zajęty swoimi sprawami.
Mnie ogarnia niemoc do wszystkiego.
Mam wrażenie, że dni mi wtedy uciekają.
Zamiast poczytać książki albo spędzić czas bardziej owocnie to mi sie nie chce. Moje ciało jakby nie należało do mnie.
I czasem cieszę się, że mieszkam z tyloma osobami pod jednym dachem bo jakbym była sama to pewnie miałabym pustą lodówkę i stertę prania.
Miewam dni, że wiele zrobię. Mam chęci.
Dużo czytam, analizuję swoje zachowanie. Myślę o zmianach jakie we mnie zachodzą, a czasem depresja bierze górę.
I nawet płacz dziecka nie jest w stanie mnie ruszyć.
Każda kobieta ma swoje ulubione kosmetyki, do których wraca często. Albo kupujemy coś nowego i jesteśmy zachwycone tym jak na nas działają i nam odpowiadają. Będę się tu z Wami dzielić moimi odkryciami i hitami, które na mnie działają dobrze i z których jestem zadowolona.
Każda kobieta mająca blond włosy wie, ile razy próbowała przeróżnych farb aby znaleźć odpowiedni kolor. Ile razy kolor nie wychodził. I za każdym razem ten odcień blondu jest inny. Oj długo szukałam odpowiedniej farby, którą bym się zachwyciła na tyle aby kupić ją kilka razy pod rząd. I znalazłam. Idealny kolor dla mnie.
LOREAL CASTING CREME GLOSS - Cukierkowy blond
Jak już się farbuje włosy na jasne kolory to włosy często są zniszczone. Niestety ale farbowanie źle wpływa na włosy. Miałam naprawdę przesuszone włosy, nie mówię, że teraz są w idealnym stanie, ale prezentują się o wiele lepiej niż kilka miesięcy temu. Używam więc dużo odżywek i masek do włosów. Kupiłam w Avonie kurację do włosów dodającą objętości włosom, gdyż miałam cienkie włosy bardzo.
Ta kuracja jest tak bardzo dobra dla moich włosów, że kupiłam kolejne opakowanie. Dodaje objętości i zagęszcza je. Działa tak jak opisuje ją producent.
W lidlu kupiłam kiedyś sobie rozświetlacz do twarzy za całe 9,99. A efekt jest naprawdę dobry. Daje ładny połysk na mojej twarzy. Jak się okazało rozświetlacz jest pochodzący z firmy Wibo, co pisze z tyłu opakowania. Jak się okazuje czasem za niewielkie pieniądze, możemy trafić na coś naprawdę fajnego.
Nie znalazłam nigdzie w sieci zdjęcia tego rozświetlacza więc zrobiłam zdjęcie tylko tyłu bo z przodu juz zamazane i zniszczone jest.
To nie jest tak, że zamykam się na wszystko dookoła. Czytam inne blogi, obserwuję. Mało się udzielam i mało komentuję. Kibicuję innym po fachu z całego serca. Nie pałam sympatią do każdego. Ale braku sympatii nie okazuję. Czasami mam wrażenie, że jestem neutralna.
Podoba mi się ten cykl blogowy o nazwie #tuiteraz. Takie podsumowanie miesiąca, w którym możemy napisać o wszystkim co dla nas ważne i mniej ważne.
#słucham
Piosenka, która za mną chodzi i bardzo mi wpadła w ucho to
#czuję się
Styczeń jest miesiącem pełnym nadziei. Wiele myśli w mojej głowie, wiele przemyśleń. Więcej spokoju mnie ogarnia. Końcówka miesiąca bardziej słaba, gdyż przeziębienie mnie dopadło i gardło boli od kilku dni.
#czytam
Pamiętnik.
#cieszę się
Z narodzin kolejnej dziewczynki w naszej rodzinie. W tym roku 5 stycznia przyszła na świat Zosia. Druga córka mojego brata. Jest śliczna. To jest naprawdę bardzo fajne uczucie widzieć jak mój własny brat stworzył nowe życie.
#oglądam
Jestem osobą, która ogląda tv. Ale nie jestem jej podporządkowana. Nie lubię marnować czasu na reklamy więc mam możliwość nagrywania programów i filmów i oglądam je wtedy kiedy mam czas, a reklamy przewijam. Oglądam serial Objazd, program Gry małżeńskie oraz różne filmy. Fajny film, który obejrzałam w styczniu to np. "Słaby punkt" z Hopkinsem i Goslingiem w rolach głównych.
#jestem wdzięczna
za spokój, który mnie ogarnia w duszy i w głowie. za myśli, które powoli we mnie dojrzewają. za brak porywczości.
#uczę się
spędzać czas sama ze sobą, uczę się to akceptować.
#czekam
Na terapię, która rozpocznie się jednak w lutym. Miała się zacząć w styczniu, ale przesunięcie jej nastąpiło z przyczyn wyższych. Mało istotne, najważniejsze, że się zacznie. Bardzo na nią czekam. Bardzo chce poznać siebie lepiej. Pokochać siebie.
W styczniu minął rok mojej pracy zawodowej. Przedłużono mi umowę. Z tego powodu też bardzo jestem zadowolona. Lubię swoją pracę bardzo.
Chętnie zajrzę do was na wasze podsumowania miesiąca.













